Avon, lakier do paznokci nail wear pro + Seduce Me Strawberry + Współpraca

Na samym początku przepraszam za małą nieobecność, ale z Walii przyjechał znajomy i praktycznie od piątku zmieniłam miejsce zamieszkania i ciągle jakieś imprezy :D Dzisiaj w sumie dopiero mam spokojny dzień w domu, a to zawdzięczam pracy. A od jutra znowu się zaczyna :) 

W katalogu 7/2013 Avonu pojawi się 5 nowych owocowych odcieni. Przy składaniu zamówienia w szóstym katalogu, jako ofertę demo można było zakupić zestaw: puder prasowany, tusz do rzęs i właśnie ten lakier - Seduce Me Strawberry albo odcień Grape Goddess. Ja wybrałam z tym pierwszym :)


Cena
11,99zł (na promocji) 25zł (regularna)/12ml

Moja opinia
Jak wspomniałam, w siódmym katalogu będzie 5 nowych kolorów:
Na pewno mam zamiar wypróbować pozostałe dwa, nie wiem czy zdecyduję się na Honeydew Dazzle i Grape Goddess, bo Divine Lime i Mandarin Magic wyglądając obiecująco :D

Z lampą - wybaczcie mi moje niezdarne pomalowanie, ale robiłam to po północy :)
Lakier jest rzadki, nie potrzeba wiele na pędzelku, by móc malować. Ma w sobie brokatowe drobinki, co daje naprawdę bardzo fajny i orzeźwiający efekt :D Jeśli chodzi o kolor, to niestety moje zdjęcia go w pełni nie oddają. Jest to taka jakby jasna czerwień, z lekkim dodatkiem jakby pomarańczy. Tworzy jakby troszeczkę neonowy kolor - na pewno zauważy się go z daleka :) Wieczorem przy lampie wygląda z kolei troszkę na róż :)

Tutaj próba uchwycenia koloru przy różnym świetle

Krycie jest zadowalające, na pazurkach miałam nałożone dwie warstwy. Jeśli chodzi o trwałość, to paznokcie malowałam we wtorek wieczorem, a w środę już niestety miałam jeden odprysk. W czwartek już więcej. I co niestety zauważyłam - lakier barwi płytkę :/ Dość śmiesznie, bo od połowy paznokcia. Ale wybaczam to takiemu kolorkowi, bo naprawdę go pokochałam :)

Na koniec chciałam też dodać, iż podjęłam współpracę z JM SPA & Wellness :) W poniedziałek dotarła do mnie paczka z taką o to zawartością:
Niedługo pojawią się recenzje. :)

Myślałam, że dziś nadrobię Wasze zaległości, ale przed chwilą dostałam telefon i niedane mi siedzieć w domu hehe xD. Ale obiecuję, że jutro wszystko nadrobię!:D

Charlotte

APART OIL THERAPY Kąpiel z olejkami aromatycznymi

Dzisiaj notka luźna i krótka, bowiem jestem po nieprzespanej nocy (impreza), a wieczorem jadę na koncert i muszę się chociaż z godzinę przespać, bo szykuje mi się powtórka z rozrywki :D

Uwielbiam brać kąpiel z pianą w tle ;D Pamiętam, że za czasów przedmaturalnych zapragnęłam odprężyć się przed egzaminami i wynalazłam te olejki w Rossmannie. I nie brakuje ich w mojej łazience :)
Ostatnio zakupiłam swoje dwa ulubione rodzaje :) Normalnie jest ich chyba 4 albo 5.

Co nam pisze producent?
Różowa - rozgrzewająca. Olejki: cynamonowy, rozmarynowy, kardamonowy, pieprzowy, jałowcowy. Zastosowane olejki aromatyczne na zasadzie terapii zapachem działają rozgrzewająco i pobudzająco. Kąpiel daje uczucie złagodzenia nerwobóli i napięcia mięśniowego. Skóra staje się odświeżona i ujędrniona.
Pomarańczowa - energizująca. Olejki: różany, grejpfrutowy, z drzewa sandałowego, cedrowy.
Zastosowane olejki aromatyczne na zasadzie terapii zapachem dodają siły i wigoru. Wprawiają w przyjemny nastrój dodając energii i pobudzając do działania. Kąpiel zapobiega wysuszeniu skóry, pielęgnuje ją i regeneruje.

Cena
1,99zł/1 saszetka = 25ml

Składniki
Każda saszetka ma inny, a przyznam szczerze, że dziś mam lenia i nie chce mi się ich przepisywać :(

Moja opinia
Jak już wspomniałam na początku - uwielbiam je, a te dwa rodzaje, to akurat moje ulubione :). Fajnie się pienią, a ja czasami jestem jak małe dziecko - uwielbiam kąpać się w pianie :) Naprawdę gorąco polecam :) Spisały się przed maturą :)

Macie jakieś plany na weekend? Ja się wybieram na koncert O.S.T.R.'ego i Hadesa :D

Charlotte

Woda utleniona - moja przyjaciółka nr 1 :)

Podejrzewam, że dzisiejszy post może być dla niektórych dużych zaskoczeniem, ale uwierzcie mi, że to, co napiszę, to najczystsza prawda :)

Tak, dobrze widzicie tytuł dzisiejszej notki :) Chcę Wam przedstawić moją przyjaciółkę numer jeden - jest nią.... WODA UTLENIONA!
Mojej siostra znajoma od dawna boryka się z różnymi wypryskami i innymi niespodziankami na twarzy. Pani doktor poleciła jej by po każdym zabiegu, zawsze na noc, tuż przed spaniem - przemywała twarz wodą utlenioną.

Powiem Wam, że robię już tak od bardzo dawno i nie mam tak wielu niespodzianek niż kiedyś - wiadomo, od czasu do czasu jakaś się pojawi.

Jak to robię?
Wieczorem, kiedy oczyszczę już twarz, albo kiedy zrobię maseczkę, itp. - nalewam na wacik wody utlenionej i przemywam całą twarz. Ważne jest to, by zrobić to po wszystkich zabiegach - nie musicie się martwić, że nie spełnią swojego zadania. Mi to jeszcze się nie zdarzyło.

Co z cerą wrażliwą?
Mam taką i jest naprawdę dobrze. Wiadomo, mogą pojawić się zaczerwienienia, w końcu to woda utleniona, ale po chwili znikają. Po wodzie nie nakładam kremu i uwierzcie mi, że skóra ma się naprawdę dobrze.

Co z przesuszeniem?
Nie zdarzyło mi się przesuszyć całej buzi. W moim przypadku od czasu do czasu przesusza się jedynie skóra wokół oczu. Wtedy po takim zabiegu nakładam krem tylko i wyłącznie na tą okolicę.

Szczerze Wam polecam wypróbowanie takiego sposobu. Woda utleniona kosztuje grosze, a w dodatku jest mega wydajna :) Mi strasznie dużo pomogła, ale jak wiemy, każdy może na to reagować inaczej :)

Macie jakieś plany na majówkę?:)

Charlotte

Maska błotna do twarzy z zieloną glinką BingoSpa

Dzisiaj przyszedł czas na pierwszą recenzję z zakupowych nowości BingoSpa, które zrobiłam jakiś czas temu :)

Jeśli nie pamiętacie, to przy zakupach z TOP SECRET otrzymałam bon 50zł na zakupy w BingoSpa. Dogadałam się z siostrą i razem co nie co zamówiłyśmy :)

Dziś porozmawiamy o masce błotnej do twarzy z zieloną glinką :)

Co nam mówi producent?
Błotna maska do twarzy BingoSpa z zieloną glinką to preparat na bazie Czarnego Błota z Morza Martwego charakteryzującego się silnym działaniem odżywczym na skórę. Jest nadzwyczaj skuteczne w walce z problemem przetłuszczającej się skóry, niezastąpione w pielęgnacji cery tłustej i mieszanej oraz nieocenione w zwalczaniu trądziku i wykwitów skórnych wywołanych łojem zatykającym pory skóry. Maska błotna BingoSpa ma dobroczynny wpływ na pory skóry – odtyka je, ściąga, dezynfekuje, pielęgnuje, oczyszcza, co może owocować zmniejszeniem wydzielania się łoju i zmniejszeniem ryzyka pojawienia się zmian trądzikowych.

Działanie maski z zieloną glinką
Tłusta, z rozszerzonymi porami cera, mająca skłonność do zanieczyszczeń i wągrów, dzięki adsorpcyjnemu działaniu błota  jest wygładzona i oczyszczona.

Zielona glinka pochodzi ze skał krzemionkowo- aluminiowych i zawiera około 20 aktywnych minerałów. Oczyszcza i dezynfekuje skórę, delikatnie ściąga oraz zwęża rozszerzone pory, dlatego jest polecana dla osób z cerą tłustą i mieszaną. Działa przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie, wyrównuje pH i wspomaga leczenie trądziku. Glinka zielona delikatnie wysusza krostki, nie powodując powstawania szpetnych blizn. 

Zawiera mineralne składniki aktywne:
  • 10% naturalne błoto z Morza Martwego,
  • 2,5% zielonej glinki.
 
Nie zawiera barwników i kompozycji zapachowych.


Skład

Cena
12zł/150g

Sposób użycia
Maskę BingoSpa nakładać cienkimi warstwami, delikatnie wklepując. Pozostawić na skórze przez 10-15 minut, następnie zmyć z twarzy ciepłą wodą.
Informacje pochodzą z http://bingospa.eu/pl/p/Maska-blotna-do-twarzy-z-zielona-glinka-BingoSpa/279

Moja opinia
Dla mnie maska to mój hit! Twarz po niej jest bardzo fajnie wygładzona, a przede wszystkim oczyszczona. Pory są zmniejszone. Używam ją co drugi dzień. Konsystencja to faktycznie błotko, ale wg mnie trochę rzadkie :)
Zapach jest odczuwalny, ale wcale nie przeszkadza. Maska jest wydajna - to, co widzicie na zdjęciu, to właśnie zużycie w ciągu dwóch tygodni :) Oprócz tego, kiedy maska nałożona jest na buzi, to czuć przyjemne (dla mnie) mrowienie - widać, że coś tam ona robi z naszą buzią :)
Naprawdę bardzo polecam :)

Oprócz tego testuję teraz balsam do ciała i kurację do włosów, ale o tym, kiedy jeszcze kilka razy zastosuję, bo robię to raz w tygodniu. Szampony niestety niekoniecznie przypadły mi do gustu.

Używałyście tej maski?:)

Charlotte

Fioletowo mi :)

Wczoraj miał pojawić się automatycznie post, ale najzwyczajniej w świecie - zapomniałam go ustawić!:D Zapraszam do czytania, a ja ruszam nadrabiać zaległości :)

Tydzień temu moje paznokcie przybrały kolor fioletowy, ale dopiero dzisiaj dodaję zdjęcia :)

Użyłam fioletowego lakieru z Wibo, ale niestety nie znam numerka, gdyż odkleiłam jakiś czas temu naklejkę. Potem nałożyłam pękający lakier z Lovely Special Effect o numerze 04. Przyznam się, że użyłam go pierwszy raz po roku czasu od jego zakupu!:D Nigdy nie miałam na niego weny :)
Ceny lakierów też nie pamiętam, mam nadzieję, że wybaczycie ;D

Najpierw zdjęcia samego fioletu, z lampą, gdyż robiłam je w nocy :)



Musicie wybaczyć mi suche skórki i to skubanie, ale niestety mam okropny nawyk ;/

Uwielbiam ten fiolet, bo jest bardzo trwały. Odprysków nie ma, a końcówki ścierają się dopiero czwartego-piątego dnia. Jest to najczęściej pojawiający się bez żadnych dodatków lakier na moich paznokciach. Jednak tym razem wyjątek i coś dodałam ;)
Z pękającym lakierem i lampą :)
I zza dnia :)

Jak Wam minął weekend? U mnie co prawda deszczowy, ale już dzisiaj pogoda o wiele lepsza:D

Miłego wieczoru :)

Charlotte

Kolorowo mi :D

Za oknem taka piękna pogoda, aż żałuję, że muszę na weekend jechać do Łodzi... Ale i tak zamierzam sobie szkołę wrócić i już o 14.00 w niedzielę chcę być z powrotem w domku :)

Pogoda świetna to i świetny humor dopadł mnie, co zaowocowało kolorowymi paznokciami :)

Najpierw pokażę "sprawców" całego zamieszania (przepraszam za bałagan na biurku, ale malowałam paznokcie w nocy i na szybkiego :)).
Od lewej; Avon Bikini, Wibo Clubbing Colours Quickdry nr 453, Wibo Gel Like 8 Mint Sorbet, Wibo Clubbing Colours Quickdry nr 302, Wibo Gel Like 9 Peaches and Cream
Od lewej: Avon Nailwear pro+ Pastel Pink (trochę problemowy jest), Wibo Clubbing Colours Quickdry nr 452, Wibo Gel Like 7 Blue Lake, Wibo Clubbing Colours Quickdry nr nieznany ;D, Avon Nailwear pro+ Perfectly flash (ulubiony)

Jak widzicie w większości to lakiery Wibo Clubbing Colours Quickdry bądź Avonu :) Z Avonu uwielbiam lakiery nailwear pro+, bo pod względem trwałości wytrzymują naprawdę długo :) Chociaż zauważyłam, że to też zależy od koloru, np. taki Perfectly flash u mnie trzyma nawet do 5 dni.

Jak całość wygląda?

Tadam!


Zdjęcia z użyciem lampy, a teraz bez lampy:

Z takimi pazurkami naprawdę jeszcze bardziej czuję wiosnę :) Tak to ja mogę jechać do Łodzi :)

I tak jak poprzednio, niestety nie będę miała możliwości czytania i komentowania Waszych blogów przez weekend. W sobotę pojawi się automatyczna notka, również z pazurkami - tymi, co nosiłam przed kolorowymi :) Ale w niedzielę postaram się już nadrobić zaległości :)

Słonecznego weekendu!

Charlotte



Iwostin Purritin - żel do mycia twarzy

Jak już wcześniej wspominałam, mam dość problemową buzię. Długo nie mogłam znaleźć odpowiedniego żelu do mycia twarzy - każdy potrafił mnie zapchać, przetłuścić, przesuszyć i w ogóle co jeszcze się da. Jednak w końcu natrafiłam na moje cudo, którego nie zamienię ;D
Wersja 300ml:)
Właściwości
  • Dokładnie oczyszcza skórę
  • Normalizuje pracę gruczołów łojowych
  • Ogranicza rozwój bakterii P. acnes
  • Stymuluje regenerację naskórka
  • Nie podrażnia i nie wysusza skóry
  • Nie zawiera mydła
  • Nie wysusza skóry
Wskazania
Codzienne oczyszczanie skóry tłustej, skłonnej do zmian trądzikowych i wrażliwej.

Cena
39,30zł/300 ml; 27zł/200 ml Ceny są różne, wszystko zależy od apteki i uwierzcie mi, że apteki potrafią ładne marże nakładać. Dla przykładu - w najtańszej bielawskiej aptece 200 ml kosztuje 27 zł, kiedy w innych żel potrafi kosztować 40 zł. Moje tabletki anty w najtańszej kosztują 29 zł (kiedyś 22,50zł) a gdzie indziej 43 zł :D Na Allegro też możecie znaleźć w różnych cenach.

Sposób użycia
Stosować codziennie rano i wieczorem. Na zwilżoną skórę nanieść niewielką ilość żelu, delikatnie rozmasować, a następnie spłukać ciepłą wodą. Omijać okolice oczu.

Składniki aktywne
  • Zincidone®
    Innowacyjne połączenie cynku i molekuły PCA (sól cynkowa kwasu PCA), która ułatwia jego wnikanie w skórę - reguluje wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych.
  • Cobiostab 400 (Diisethionate Hexamidine)
    Składnik wykazujący silne działanie ograniczające rozwój bakterii, zarówno Gram+ jak i Gram- w tym Propionibacterium acnes oraz działanie grzybostatyczne.
  • Alantoina
    Ma właściwości wygładzające i zmiękczające skórę. Usuwa spękania i zgrubienia. Łagodzi podrażnienia.
  • Wyciąg z aloesu
    Działa przeciwzapalnie i hamuje rozwój bakterii. Aktywizuje układ odpornościowy i pomaga w utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej. Łagodzi podrażnienia.
  • Physiogenyl®
    Działa energizująco, stymuluje wzrost i regenerację komórek. Ogranicza wykwity trądzikowe. Stanowi doskonale źródło energii oraz cennych pierwiastków śladowych, takich jak cynk i mangan. Zapewnia również odpowiedni poziom nawilżenia naskórka
Informacje pochodzą ze strony http://www.iwostin.pl/zel-do-mycia-twarzy/

Moja opinia
Tak jak już wspominałam - nie zamienię tego żelu na żaden inny! Odkąd go używam, nie mam takich dużych problemów z buzią tak jak kiedyś. Nie wysusza skóry, bardzo dokładnie ją oczyszcza. Jeśli chodzi o zapach to jest dość specyficzny - jego stara wersja pachniała jakoś ładniej :D Ale wcale to nie przeszkadza! Jest wydajny, bowiem nie trzeba dużej ilości, by oczyścić buzię. Naprawdę szczerze go polecam :)

A Wy jakich żelów używacie?:)

Charlotte

Inaczej niż zwykle - część 1

Tak jak wspominałam, od pewnego czasu chodziło za mną, by Wam trochę przybliżyć moją osobę, bo wydaje mi się, że jestem rzadkim przypadkiem :) Mam nadzieję, że długość wpisu Was nie przerazi :)

Otóż jak zauważyliście w notce o rozdaniu, pojawiła się mała informacja na temat tego, iż znam japoński... I to prawda! Ale po kolei :)

Jak to się zaczęło?
W sumie, to już w wieku 10 lat wiedziałam, że w przyszłości będę coś robić z japońskim :). Pamiętam, że podłączyli nam wtedy Internet i przypomniałam sobie, że jak byłam mniejsza to uwielbiałam oglądać Czarodziejkę z Księżyca - tak więc tytuł wklepałam w Google. Okazało się, że to anime, a anime stworzone na podstawie mangi - a manga z Japonii :) I co najdziwniejsze, to w swojej okolicy jestem chyba jedyną osobą, która nie jest typowym fanem mangi i anime i dlatego uwielbia Japonię. Mnie po prostu zachwycił język i zamarzyło mi się, by umieć rozczytywać te ich znaczki :)

Nauka japońskiego 10 lat temu wyglądała inaczej niż dziś
To prawda. 10 lat temu ciężko było jeszcze znaleźć jakiś dobry podręcznik, czy kurs. Było mało studiów z takim kierunkiem. Więc jak się uczyłam? Sama. Pamiętam, że było mało źródeł po polsku, dlatego musiałam w szybkim tempie nauczyć się angielskiego (wcześniej uczyłam się niemieckiego, ale z powodu japońskiego zaczęłam uczyć się ang i w naprawdę krótkim czasie osiągnęłam poziom zaawansowany. W szkole nauczyciele narzekali, że za dużo pytań im zadaję i że wykraczam poza program xD.

Samogłoska "a" w japońskim :) Wbrew pozorom, alfabet nie składa się z pojedynczych liter tylko z sylab. Wyjątkiem są samogłoski i literka "n".
Postanowiłam też znaleźć studentki filologii japońskiej. Kiedy już znalazłam, te wysyłały mi ręcznie pisane lekcje - wysyłały za pomocą poczty! Tak kilka lat, potem w LO przez rok czasu uczęszczałam do Wrocławia do Szkoły Języka Japońskiego. Potem matura no i studia :) Jestem na drugim roku i żałuję, że zaczynając studia, nie miałam jak od razu przeskoczyć na drugi rok. Na pierwszym roku moja frekwencja chyba wynosiła 10% - nie chodziłam, bo to wszystko już umiałam... A Japończykom i innym wykładowcom na szczęście to nie przeszkadzało.

A niech będzie :) Zdjęcia z Warszawy jeszcze nie dotarły to macie te, na którym chwalę się z plakatem z drukarni :)

Kariera w młodym wieku
Obecnie mogę się pochwalić. Jeszcze rok temu mieszkałam w Łodzi, ale pewne pomysły nie wyszły, to wróciłam do domu i nie mam co żałować, bo los się do mnie uśmiechnął. Od listopada jestem lektorką japońskiego w pobliskim Liceum Ogólnokształcącym - cieszę się z tego, bowiem bez studiów zdobywam już cenne mi doświadczenie. Mam za sobą już nawet nauczanie w szkole językowej. Oprócz tego, tak jak wczoraj wspomniałam, zaliczyłam rolę tłumacza technicznego w drukarni. Było to niesamowite doświadczenie i jestem z siebie mega dumna, bowiem nie znam zwrotów technicznych, a i tak bardzo dobrze podołałam wyzwaniu - pochwalił mnie sam Japończyk!
Dodatkowo udzielam też korepetycji z angielskiego, prowadzę też prywatne zajęcia z japońskiego. W końcu też zrobiłam sobie certyfikat z japońskiego, a zabierałam się do niego trochę czasu, gdyż nigdy po prostu mi się nie chciało.

Przyszłość
Marzy mi się moja własna szkółka języka japońskiego, ale po wczorajszym doświadczeniu, mam ochotę japoński połączyć w pewien sposób z poligrafią. Mam na myśli bycie tłumaczem w serwisach, kiedy wysyłają Japończyków do napraw. A dużo jest maszyn w drukarniach, które właśnie są z Japonii. Chciałabym to jakoś wszystko pogodzić, ale z czasem zobaczymy :) Póki co nie narzekam, tylko się cieszę, że będąc w tak młodym wieku, nie mając jeszcze skończonych studiów, rozwija mi się kariera i nabieram doświadczenia :).

Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca :) Nie tylko to mnie odróżnia od innych, ale o tym jeszcze kiedy indziej :)

Obiecuję, że na dniach pojawią się z powrotem normalne notki :) Prawdopodobnie moje ostatnie paznokcie albo i nawet jakaś już recenzja BingoSPA :)

Miłego wieczoru!

Charlotte

Rozdanie u Red Lipstick

Serdecznie zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w rozdaniu u Red Lipstick :)

Jak mija sobota? Ja niedawno wróciłam z pracy, która pojawiła się niespodziewanie :) Robiłam za tłumacza technicznego japońsko-polskiego i jestem z siebie mega dumna!:D

Miłego dnia!
Charlotte

Wibo Gel Like, 9 Peaches and Cream

Cześć! :D

Na dzisiaj przygotowałam Wam zdjęcia z kolejnych kolorem Wibo Gel Like. Tym razem autorką koloru jest The Oleskaa, a nazwa jego to 9 Peaches and Cream.
Z lampą ;D
Kolor jest słodki, taki kremowy :) Dla mnie dwie warstwy przy nim to za mało, ale trzeciej nie nakładałam, gdyż nie lubię mieć "grubo" na paznokciach. Niestety, pomalowałam je w zeszły czwartek wieczorem i już na następny dzień, w piątek rano miałam jeden odprysk... :/
I bez lampy :)
Jest to już mój trzeci lakier z tej serii i myślę, że nie ostatni :)

W głowie mam pomysł na nietypową notkę, dotyczącą swojej osoby. Możliwe, że ujrzy ona światło dzienne jeszcze w tym tygodniu, ale muszę jeszcze to przemyśleć :) Mam nadzieję, że się spodoba :)

Jak tam u Was wiosna? Słyszałam, że za dwa tygodnie na Zachodzie ma być nawet do 28 stopni! Czyżby lato szybko do nas dotarło w tym roku?:D

Udanego i słonecznego weekendu! :D

Charlotte

Ostatnie zakupy cz. 2 :)

Dzisiaj przychodzę do Was z drugą częścią notki na temat ostatnich zakupów :) Tym razem chodzi o kosmetyki :)
Jak wspominałam wcześniej, przy zakupach w TOP SECRET dostałam bon na 50 zł do BingoSPA. Nie mogłam przepuścić okazji i poszłam do siostry zapytać, czy nie chciałaby sobie coś od nich zamówić :) Kilka rzeczy wzięłyśmy na pół, bo np. kilogram maski na jedną z nas, to zdecydowanie za dużo, a ja testować lubię :D
Od góry pierwszy rząd:
1. Jedwab do mycia i pielęgnacji włosów BingoSpa - 8zł/300 ml; czytałam, że może przeciążać włosy, ale nadaje ładny połysk, dlatego się skusiłam, ale będę ostrożnie go używać :)
2. Jedwab - mleczko do mycia twarzy i szyi BingoSpa - 9,90zł/300ml - to dla siostry :) ale obiecała dać odlewkę ;D
3. Kuracja do włosów słabych, wypadających i po farbowaniu 12 ekstraktów BingoSpa - 28zł/1000g - to na pół sobie wzięłyśmy i muszę powiedzieć, ze bardzo ładnie pachnie - tak nawet skomentował to mąż siostry :D
4. Serum kolagenowe uda pośladki brzuch BingoSpa - 16zł/300ml
5. Szampon minerały z Morza Martwego z odżywką keratyna i spirulina BingoSpa - 8zł/1litr - jak dla mnie super inwestycja, z siostrą na pół sobie wzięłyśmy, głównie z tego powodu, że pomaga zlikwidować przetłuszczanie się włosów i normuje pH skóry głowy
Na dole:
6. Energizująca sól do pielęgnacji stóp zmęczonych z Guaraną i minerałami z Morza Martwego - 10,40zł/500g - a to dla mojej mamy :)
7. MAKSYMALNIE NAJMOCNIEJSZY koncentrat cynamonowo - kofeinowy z papryką BingoSpa - 0,01zł. Próbka dla siostry :)
8. Błotna maska do twarzy z kolagenem BingoSpa - 12zł/150g - ta dla siostry
9. Maska błotna do twarzy z zieloną glinką BingoSpa - 12zł/150g - a ta dla mnie :D

W sumie z wysyłką wyniosło nas to ok 68zł na pół :) Więc warto było :) Na pewno z czasem będą pojawiać się recenzje :)

Oprócz tego zamówiłam sobie również...
Olej kokosowy! Mam zamiar używać go do olejowania włosów, gdyż skończył mi się olejek z Alterry, który w sumie służył mi od grudnia (!). O olejku w najbliższym czasie, gdy zaliczę kilka olejowań :D

I na zakończenie pazurki z Mint Sorbet, gdyż w końcu nadeszła wiosna!:D
Lecę szykować się do pracy, a Wam życzę miłego dnia! :D

Charlotte


Ostatnie zakupy cz.1 :)

Witam Was w ten piękny, słoneczny dzień!:D Czyżby wiosna już nadchodziła? Mam taką nadzieję, bo zima już mi się przejadła! W dodatku gdzieś wyczytałam, że za dwa tygodnie możemy się spodziewać nawet lata, albo chociaż 24 stopni... Pożyjemy, zobaczymy :)

W czwartek przyszły 3 z 5 moich paczek i żałowałam, że nie miałam czasu, by się Wam pochwalić, co takiego zakupiłam :)
Lubię chodzić po sklepach, przymierzać ciuszki i w ogóle, ale najczęściej nie mam na to czasu, dlatego preferuję internetowe zakupy. Tak więc w moje łapki wpadły nowe legginsy, bejsbolówka i dwie bluzki z TROLLa :)
Dałam za nie bodajże 8,99 albo 9,99 na allegro + oczywiście przesyłka, chyba 9 zł :) Na studiach zrobiły się hitem, bo każdy naprawdę myślał, że mam jeansy. A ja te legginsy uwielbiam! Fajne są w dotyku :)

Bejsbolówkę zamierzałam już od pewnego czasu kupić, ale zawsze było coś ważniejsze. Teraz to ona stała się ważniejsza, bowiem za 2 tygodnie wybieram się na koncert O.S.T.R. & Hades'a, a w szpilkach na to przecież nie pójdę ;) 39 zł + 10 zł przesyłki. Była wyprzedaż sklepowa, bo normalnie w cenie 80 zł, a materiał naprawdę fajny i przyjemny meszek w środku :)
Miła niespodzianka spotkała mnie przy paczuszce z TOP SECRET, gdzie znalazłam bon na 50 zł z Bingo SPA i nawet zdążyłam go wykorzystać, ale to w następnym poście :) Żałuję, że to nie ja odbierałam przesyłkę, bo podobno młody i przystojny kurier był! Jedna z bluzek kosztowała 19,99zł a druga 29,99zł.
No i zapewne każda blogerka ostatnio odwiedziła Biedronkę :) Ja zakupiłam między innymi masażer ze skrzypem :)
9,99 zł jeśli dobrze pamiętam :)

Dzisiaj zdążyła przyjść czwarta z pięciu paczek, ale to następnym razem, kiedy będę chwalić się paczką z Bingo SPA ;D

A jak tam Wasze zakupy? Co ciekawego kupiłyście? :D

Miłego, słonecznego dnia!

Charlotte

Avon, Żel - Krem Anew Aqua Youth

Dzisiaj sobota, a ja dalej jestem w Łodzi, więc żeby nie było pusto na blogu, pojawia się notka, którą napisałam dużo wcześniej :) Żałuję, że nie wzięłam ze sobą kabla do telefonu - pokazałabym Wam jakie ciuszki przyszły do mnie w czwartek ;) Na dniach pojawi się też notka inna niż zwykle oraz zapowiedź różnych testów, które są wynikiem pewnego bonu :)

Moja cera jest dość problemowa i dużo już przeszła. Podejrzewam, że w przyszłości napiszę osobny post o jej historii, bo możliwe, iż troszkę pomoże innym dziewczynom :)

Baaaardzo trudno było mi znaleźć jakiś odpowiedni krem. Strasznie długo szukałam jakiegoś dobrego, a najgorsze jest to, że przy tym bałam się jakiegoś szukać - bo niestety strasznie łatwo zapchać mi cerę.

No i pewnego dnia kupiłam mini wersję tego o to żelu - kremu i od razu się zachwyciłam. Akurat była na niego promocja + rabat konsultantki, to się na niego skusiłam :)
Co nam obiecuje Avon?
Dogłębnie nawilża skórę, wygładza drobne zmarszczki i linie. Likwiduje nieprzyjemne uczucie ściągnięcia i nadaje skórze zdrowy wygląd. Hipoalergiczny, odpowiedni dla skóry wrażliwej. Stosuj codziennie rano i wieczorem.

Cena
Regularna 48zł/50ml. Jak wspomniałam, ja kupiłam na promocji z rabatem konsultantki, to zapłaciłam chyba jakoś 20zł.

Jak widać na zdjęciu jest to konsystencja żel - krem.

Moja opinia
Jak dla mnie krem, a raczej żel krem jest świetny. Ma przyjemny zapach. Nawilża i nie zapycha. Nie pozostawia tłustego filmu. Skóra jest miękka i gładka w dotyku. Dla mnie jest dość wydajny, bowiem nie muszę go dużo nakładać. Mam już jakieś chyba dwa miesiące? Oprócz tego używam go też pod makijaż i nawet się sprawdza :) Podejrzewam, że jak nie będę mieć zachcianki na dalsze próbowanie kremów, to chętnie po niego wrócę :)

A Wy? Miałyście go albo inny krem z serii Anew?:)

Charlotte


AVON Odżywcza kuracja z olejkiem arganowym

Kolejny produkt, który zapragnęłam wypróbować z Avonu i tym razem, nie okazał się być ulubieńcem ;)
Co nam obiecuje producent?
Olejek arganowy występujący tylko w południowo - zachodnim Maroko, używany w najlepszych profesjonalnych kosmetykach do pielęgnacji włosów, teraz w Avon! Odkryj moc Marokańskiego olejku arganowego, dzięki któremu odzyskasz 5 oznak zdrowych włosów:
- siła,
- natychmiastowy blask,
- kusząca miękkość,
- jedwabista gładkość,
- łatwość układania.
Kuracja z marokańskim olejkiem arganowym daje niesamowite efekty-wystarczy tylko kilka kropli, a włosy staja się jedwabiste, miękkie i pełne blasku.
Sposób użycia: rozprowadzić równomiernie dłonią na wilgotnych lub osuszonych ręcznikiem włosach. Układaj jak zwykle. Bez spłukiwania.


Cena
23zł/30ml - w cenie regularnej, ja zapłaciłam 8,05zł

Składniki
Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Crambe Abyssinica Seed Oil, Trimethylsiloxyphenyl Dimethicone, Parfum, Ethylhexyl, Methohycinnamate, Phenoxyethanol, Capryl Glicol, Dimethiconol, Argania Spinosa Oil, Panthenyl Ethyl ether, Phytantriol,  Octocrylene, Tocopheryl Acetate, Zea  Mays Oil, Beta carotene,  Amyl Cinnamal, Coumarin, Geranio Butylpheny, Methylpropional, Linalool, Citronellol,  Hexyl cinnamal, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone
Jak widać olejek arganowy trochę daleko... A oprócz tego mamy olej abisyński.

Moja opinia
Cena normalna dla mnie jest śmieszna, nie ukrywajmy. Opakowanie jest wygodne, bowiem wyposażone jest w pomkę. Jeśli chodzi o zapach, to dla mnie jest to typowy zapach dla kosmetyków Avon i dla serii Advance Technique. Olejek jest dość tłusty. Używam go w większości na końcówki. Wsmarowuję i mam wrażenie, że wyparowuje, tak samo jak zapach albo czasami włosy wyglądają na hm... wilgotne? Nieładnie to wygląda. Podejrzewam, że jak mi się skończy, to sięgnę po coś innego. Wracać do niego raczej nie będę, dla mnie się nie spisuje ;)

Co u Was słychać? Ja jutro wybieram się do szkoły w Łodzi, tak więc w blogosferze pojawię się dopiero w niedzielę wieczorem, ale obiecuję nadrobić zaległości i coś dodać, jak tylko wrócę :) 
Miłego weekendu!

Charlotte

Rozdanie u Stref,.

Dzisiaj z notką informującą, iż biorę udział w rozdaniu u Stref :)

A jutro dodam notkę, gdyż w piątek jadę do szkoły do Łodzi i wrócę dopiero wieczorem w niedzielę :)

Charlotte

Wibo Gel Like - 8 Mint Sorbet i 7 Blue Lake

 Od razu z góry przepraszam za jakość zdjęć!
 Jak tam po świętach? Brzuchy napełnione? Zmoczone/Obrzucone śnieżkami?:)

Już na samym początku mogliście zauważyć, że w najbliższym czasie pojawią się u mnie w notce lakiery z tej serii :) Dla przypomnienia - kolory tworzyły same blogerki :) Ostatnimi czasy w Internecie można spotkać wiele recenzji na ich temat :)
Będąc na zakupach w Rossmannie, nie mogłam się nie skusić :D Miałam dylemat, który odcień wybrać i w końcu skończyło się tak, że zakupiłam dwa - póki co :D.
Wybrałam 7 Blue Lake i 8 Mint Sorbet .
Troszeczkę światło odbiło :/ I nie wiem czy zauważycie, ale pojawiły mi się na paznokciach "bąbelki" i nie mam pojęcia dlaczego - paznokcie malowałam na spokojnie, w dodatku przy filmie i nigdzie mi się nie spieszyło:/
Jeśli chodzi o Mint Sorbet to kolorystycznie strasznie pasował mi do świąt, dlatego też zdecydowałam, że będzie dominował. A niebieski odcień pojawił się z tego powodu, iż od razu chciałam sprawdzić obydwa lakiery :D
Na zdjęciu niestety nie widać, ale Mint Sorbet ma w sobie mieniące się drobinki. W buteleczce z łatwością można je dostrzec, a na paznokciu - jedynie późną porą, kiedy są zapalone np. lampy.
Zaś Blue Lake myślałam, że będzie to typowy, zwykły odcień, ale wczoraj siedząc tak i oglądając film, zaczęłam przyglądać się paznokciom i dostrzegłam, iż też ma w sobie drobinki, ale baaaaaaaaardzo ciężko je dostrzec.
Zdjęcie robione późną porą.

Cena
5,99zł/8,5 ml - Rossmann

Moja opinia
Totalnie zakochałam się w Mint Sorbet - chyba właśnie takiego koloru szukałam ostatnio! :D Lakiery mają fajne, jakby żelowe wykończenie. Jeśli chodzi o trwałość, to troszeczkę się zaniepokoiłam, bo Blue Lake już następnego dnia miał małe odpryski... Ale dzisiaj mija trzeci dzień i nowych odprysków póki co nie widzę :) A i dodam, że na wszystkich paznokciach położyłam dwie warstwy lakieru :)
Podejrzewam, że z czasem skuszę się na pozostałe odcienie :)

Charlotte