Recenzja podkładów w mojej kosmetyczce część II - Rimmel, Wake Me Up 100 Ivory

Dzisiaj druga część z serii recenzji podkładów w mojej kosmetyczce :). Przedstawiam Wam podkład, który zajmuje u mnie drugie miejsce.

Co nam mówi producent?
Pierwszy podkład Rimmel, który pobudza cerę i sprawia, że promienieje blaskiem. Nadaje nieskazitelny wygląd. Działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia. Zawiera peptydy i nawilżający Kompleks Witaminowy. Podkład odświeża skórę i tworzy efekt satynowego wykończenia. Wake Me Up  pozostawia skórę naturalną bez efektu maski.  Jest łatwy w aplikacji, utrzymuje się na twarzy do 10 godzin.

Skład
Wake Me Up zawiera specjalnie skomponowaną formułę. Podkład zawiera rozświetlające mikroperełki, dzięki którym cera staje się pięknie rozświetlona zaraz po nałożeniu podkładu.  Zawiera składniki odżywcze, które pomagają zmęczonej skórze odzyskać blask. Odpowiadają za to  m.in. peptydy, które dodatkowo zwiększają elastyczność i sprężystość skóry.  W rezultacie, cera wygląda na mniej zmęczoną, jest bardziej promienna i świeża. Twarz wygląda młodziej, a niewielkie zmarszczki mimiczne stają się niewidoczne. W kompozycji podkładu wykorzystano koktajl z witamin młodości A, E i C, które nie tylko pobudzają cerę, ale także mają działanie antyoksydacyjne. Kwas hialuronowy zawarty w kosmetyku silnie nawilża cerę, a minerały takie jak potas, magnez i cynk przyczyniają się do prawidłowego funkcjonowania komórek skóry. Podkład posiada filtr SPF 15, który chroni skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. 

Cena
Ok.40zł/30ml - mi zdarzyło się kupić go dwa razy na promocji za 20zł :).

Moja opinia
Ten podkład był pierwszym, kiedy zdecydowałam się zakupić droższy z nadzieją, że znajdę swój idealny. Kupiłam go zaraz po premierze, wtedy kiedy nawet była na niego promocja i zapłaciłam 20 zł. Pokładałam w nim duże nadzieje, bowiem szukałam też na wakacje czegoś, czego mnie nie zapcha. Chciałam postawić na jakiś droższy podkład, ale zarazem na taki, by nie wyrzucić pieniędzy w błoto, dlatego promocja mi przysłużyła.
Jest to najjaśniejszy odcień, ale w porównaniu do dwóch pozostałych podkładów, wygląda na najciemniejszy pośród najjaśniejszych.

Podkład mieści się w szklanej przezroczystej butelce, która ma swoją pompkę. Ma lekką formułę, a co za tym idzie, bardzo łatwo się rozprowadza. Nie tworzy efektu maski. Jeśli chodzi o krycie, to jest średnie. Małe niespodzianki i niewielkie zaczerwienia pokryje, ale z większymi już nie radzi sobie do końca. 
Wykończenie jest bardzo ładne, widać delikatne drobinki. Skóra wygląda na świeżą i wypoczętą.
I dla mnie, co najważniejsze - bardzo ładnie pachnie! Zawsze zwracam uwagę na takiego typu sprawy :). Pod tym względem wygrywa :D. Jest bardzo wydajny - nie potrzeba wiele, by pokryć całą buzię. Jednak nie zgadzam się co do tego, że podkład utrzymuje się 10 godzin. To troszkę przekłamane :)

Podsumowując,
PLUSY
- zapach!:D
- brak efektu maski
- krycie, które może być zadowalające
- skóra wygląda na promienną i wypoczętą
- nie zapycha, idealny na lato

MINUSY
- cena

Charlotte
P.S. Tak się wkurzyłam! Plan w szkole zrobili mi beznadziejny, w dodatku w niedzielę mam iść na 12 godzin do pracy, kiedy moje Słońce ma wolne popołudnie T_T.

Recenzja podkładów w mojej kosmetyczce część I - Bourjois 123 Perfect 51 Light Vanilla

Postanowiłam napisać recenzję trzech podkładów, których używam. Po części będzie to porównanie ich, ale nie do końca. Rozdzielę to na trzy posty.

Na początek przedstawię bohaterów całego tego o to zamieszania :D
Od lewej:
1. Bourjois 123 Perfect 51 Light Vanilla
2. Rimmel Stay Matte 100 Ivory
3. Rimmel Wake Me Up 100 Ivory

Jak każda pewnie zauważyła, są to najjaśniejsze odcienie. A prezentują się one tak:
Głównym bohaterem pierwszego postu będzie podkład Bourjois 123 Perfect. Przyznam się, że kupiłam go podczas promocji Rossmanna -40% na kolorówkę (pierwsza w maju chyba była, w zeszłym roku :D). Spędziłam w Internecie dzień, czytając informacje na temat podkładów i nadzieję pokładałam w nim. I nie zawiodłam się! Ale o tym zaraz :)
Co nam obiecuje producent?
Nieskazitelna, jednolita cera aż do 16 godzin. Podkład, który koryguje każdy rodzaj niedoskonałości dzięki zawartej w niej kombinacji 3 pigmentów: - żółte pigmenty - usuwają cienie pod oczami, dzięki nim spojrzenie jest świeże i wypoczęte, - różowe pigmenty - ożywiają skórę, dzięki nim cera nabiera witalności i blasku, -zielone pigmenty - kamuflują zaczerwienia, dzięki niem skóra jest perfekcyjnie ujednolicona. Podkład bardzo łatwo wtapia się w skórę i po nałożeniu jest niewidoczny dla oka, zawiera filtr 10, ma właściwości nawilżające (do 24 godzin). 

Skład
Wybaczcie jakość :(
Cena
50,99zł/30ml

Moja opinia
W chwili obecnej jest to mój podkład numer 1! Jestem mega zadowolona, że postanowiłam go wypróbować i wcale nie żałuję. Przyznam się szczerze, że skusiłam się na niego ze względu na te trzy pigmenty, ale ja u siebie widzę działanie tylko dwóch. Owszem skóra wygląda na ożywioną, ma blask a zaczerwienienia są pokryte (tutaj podkład sprawdził mi się idealnie po spaleniu na słońcu, kiedy to na polikach miałam śmieszne buraczki), ale za to żółty pigment nie radzi sobie z cieniami pod oczami - tylko częściowo je pokrywa. Czytałam, że podkład się utlenia i może ciemnieć - na szczęście u siebie tego nie zauważyłam. Może wysuszać i podkreślać suche skórki, ale i z tym można zaradzić - wcześniej bardzo dobrze nawilżam skórę, by tego uniknąć. 
Bardzo ładnie się rozprowadza. Krycie dla mnie jest bardzo zadowalające - radzi sobie najlepiej z całej trójki. W ogóle mnie nie zapycha, a tego obawiałam się najbardziej. Nie miałam większej niespodzianki, odkąd go stosuję :) 
Jeśli chodzi o trwałość - 16 godzin to przesada. Nie mam porównania, bo nie miałam go akurat na buzi na jakiejś imprezie, ale 16 godzin to na pewno za dużo :). 
Czy nawilża? Nie zauważyłam, ale buzia jest bardzo gładka i jednolita :) Na pewno plusem jest fakt posiadania filtru 10 :)
Co do minusów, to największym jest chyba cena. W cenie regularnej kosztuje 50,99. Ja go kupiłam za 30 zł i byłam w stanie to znieść, ale 50,99zł to dość dużo. Jednak uważam, że warto. Mniejszym minusem jest zapach, który mnie troszeczkę drażni. Pod tym względem wygrywa Rimmel Wake Me Up ;D

Podsumowując:
PLUSY
- pigmenty, które radzą sobie z zaczerwieniami i nadają blasku buzi
- filtr 10
- zadowalające krycie
- nie zapycha
- gładka, jednolita buzia

MINUSY
- może wysuszać
- zapach (mnie lekko drażni)
- podkreśla suche skórki
- cena!

Ale i tak daję mu 4+/5 :) Bardzo się cieszę, bo w końcu znalazłam swój ideał :)

A Wy miałyście z nim do czynienia? Jak wrażenia? W następnym poście poczytacie o Rimmel Wake Me Up ;D

Charlotte
P.S. Myślałam, że zdążę napisać recenzję podkładu, który obecnie dostałam do testowania, ale nie mam kiedy, a te notki miałam gotowe T_T. Ale postaram się dodać go jak najszybciej!:) Ktoś się domyśla, co to za podkład?:D

Soraya, Świat Natury, peeling morelowy ultra oczyszczający

Cześć!

Na początek chciałam podziękować, bowiem wczoraj wybiła liczba 100 obserwatorów!:DDD Miałam z tej okazji zrobić rozdanie, ale stwierdziłam, że zrobię większe, przy okazji urodzin bloga :) A teraz przejdźmy do tematu :)

Ostatnio poszukiwałam jakiegoś peelingu do twarzy. Bardzo chciałam przetestować nowy z Eveline, ale niestety u siebie nigdzie nie mogłam go znaleźć. Skusiłam się na Soraya, Świat Natury, peeling morelowy ultra oczyszczający. Kiedyś o nim czytałam, a wówczas był też na promocji :)

Co nam mówi producent?
Regularne złuszczanie naskórka pobudza odnowę komórkową, odświeża cerę i odmładza jej wygląd. Peeling doskonale przygotuje skórę na przyjęcie składników aktywnych w dalszych etapach pielęgnacji. Wyjątkowa formuła peelingu jest bogata w ekstrakt z owoców moreli o działaniu nawilżającym i oczyszczającym oraz rozdrobnione łupinki orzecha królewskiego, które odpowiadają za doskonałe własności ścierające i usuwają martwy naskórek.
Rezultat: Idealnie gładka skóra, czysta i promienna cera, mniej widoczne pory, mniej zaskórników
 

Stosowanie
Rozprowadź peeling na wilgotnej skórze twarzy, szyi i dekoltu. Masuj okrężnymi ruchami przez ok. 3 minuty. Następnie dokładnie spłucz wodą i osusz twarz ręcznikiem. Unikaj kontaktu z oczami. Stosuj 1-2 razy w tygodniu. 

Skład
Cena
11,99/150ml (na promocji zapłaciłam 10,49)

Moja opinia
Opakowanie peelingu jest poręczne. Nie można się do niego przyczepić. Jeśli chodzi o zapach, to jest on ładny, ale po chwili może się wydawać mdły. Niewielką ilość rozprowadzam na skórze twarzy i szyi. Następnie przez około 3-4 minuty masuję okrężnymi ruchami. Robię to delikatnie. Trzeba uważać, bo przy mocniejszym masażu można sobie podrażnić skórę.
Po takim zabiegu skóra jest gładka i miła w dotyku. Pory faktycznie są mniej widoczne. Usuwa też suche skórki. Cera jest odświeżona. Nie zauważyłam jakiegoś efektu nawilżającego, ale na pewno peeling nie wysusza. 
Podoba mi się też, że w peelingu jest w miarę drobinek, a czasami ciężko o to :)
PLUSY
- poręczne opakowanie
- gładka skóra, miła w dotyku
- mniej widoczne pory
- dobrze oczyszczona twarz
- usuwa suche skórki
- nie wysusza
- odświeżona cera

MINUSY
- mdły zapach

Podsumowując to mogę mu dać 5/5. Jeśli nie zapragnę przetestowania innego, albo nie znajdę peelingu z Eveline, to zostanę przy tym :).

A Wy jakiego peelingu używacie?

Charlotte
P.S. To już dziś! Trzymać kciuki!:D

Pierwsze odczucia po użyciu saszetek masek Biovax

Cześć!
Jak pamiętacie w walentynkowej gazetce Biedronki, można było znaleźć saszetki masek Biovax, które kosztowały 1,99zł za sztukę. Kupiłam sobie 3 rodzaje, którymi byłam zainteresowana (w sumie szkoda, że nie było do blond włosów), ale tylko jedna mi najbardziej się spodobała. Jeśli jesteście ciekawe, która, to zapraszam do czytania :)

Najpierw zacznę od tych, które mi nie przypadły do gustu.

Biovax Intensywnie regenerująca maseczka keratyna + jedwab

Co nam obiecuje producent?
Ta intensywnie regenerująca maseczka została opracowana przez specjalistów w celu zagwarantowania Twoim losom gruntownej odnowy zarówno na powierzchni, jak i w ich głębokich warstwach. Unikalna cecha maseczki to woskowa konsystencja oraz bogata w substancje odżywcze receptura. Naturalne składniki oraz brak substancji drażniących umożliwiających regenerację i ochronę włosów.
Maseczka Biovax zawiera Pro2Kera Silk - aktywny zespól naturalnych białek, który dzięki zestawieniu niskocząsteczkowych aminokwasów i wysokocząsteczkowych protein wykazuje szerokie spektrum działania zarówno na poziomie rdzenia, jak i na powierzchni włosa.
Aminokwasy jedwabiu (300 Da) wnikają do włókna włosa, wypełniając ubytki strukturalne w jego warstwach korowych. Wiążą wodę, utrwalając efekt głębokiego nawilżenia.
Proteiny jedwabne (50.000 Da) tworzą na powierzchni włosa delikatny biofilm, który utrzymuje wilgoć w jego wnętrzu oraz chroni go przed agresywnymi czynnikami środowiska zewnętrznego.
Keratyna(28.000 Da) uzupełnia niedobór naturalnych składników budulcowych osłonki włosa, plombując jej uszkodzone miejsca.
Ekstrakt z henny ułatwia aktywnym składnikom wnikanie do wnetrza włosa i jego cebulki. 

Efekt:
  • Gruntownie odbudowana struktura włosów
  • Intensywna regeneracja i nawilżenie
  •  Naturalnie lśniące, jedwabiste włosy
  • Wyjątkowo gładkie i miękkie w dotyku
Skład

Moja opinia
Na początku myślałam, że się polubię z tą maską, ale niestety tak nie wyszło. Najbardziej co mi przeszkadzało to fakt, iż po niej bardzo elektryzowały mi się włosy. Już nie wspomnę o tym, jaka to była udręka na następny dzień po myciu - ciężko było opanować włosy. Używałam jej dwa razy, więc po dwóch użyciach mogę stwierdzić, iż  nie zauważyłam jakiegoś blasku. Fakt, włosy były gładkie i miłe w dotyku. Jednak efekt nie powalił mnie na kolana. Zapach znośny, konsystencja dobra.


Biovax Intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych

Co nam obiecuje producent?
Wyjątkowa receptura maseczki Biovax oparta została na naturalnym ekstrakcie z Henny (Lawsonia), który ułatwia aktywnym składnikom wnikanie do wnętrza włosa i jego cebulki. Proces ten pozwala na pełną regenerację struktury włosa, dzięki czemu stają się one zdrowsze, bardziej sprężyste i pełne blasku.
Receptura produktu opracowana została w szczególnej trosce o bardzo zniszczone i przesuszone włosy. Woskowa masa produktu została wzbogacona oryginalną kompozycją olejku ze słodkich migdałów, miodu i cynamonu.
Zawarte w olejku ze słodkich migdałów glicerydy kwasu oleinowego i linolowego zmiękczają i wygładzają włosy, łagodząc jednocześnie podrażnienia skóry.
Ekstrakt z miodu silnie nawilża i odżywia przesuszone włosy nadając im piękny połysk.
Ekstrakt z cynamonu w naturalny sposób chroni włosy przed promieniowaniem UV oraz działaniem wolnych rodników.
Produkt zalecany jest do włosów:
- suchych i trudnych do ułożenia,
- zniszczonych intensywnymi zabiegami fryzjerskimi, klimatyzacją, chlorowaną lub słoną wodą,
- łamliwych i pozbawionych blasku.

Efekt:
  • nawilżone, zdrowe włosy,
  • zadbane, nierozdwojone końcówki,
  • zmniejszona łamliwość,
  • jedwabisty połysk.
Skład
Moja opinia
Tej maski chyba najbardziej nie polubiłam. Przede wszystkim zapach - jak dla mnie zbyt intensywny i słodki. W dodatku długo utrzymywał się na włosach. Po jakimś czasie mnie mdlił. W porównaniu do dwóch pozostałych masek, to tak ma najrzadszą konsystencję. Nie zauważyłam nawilżenia ani połysku. I niestety, tak jak w przypadku poprzedniczki, tak i po tej masce włosy strasznie mi się elektryzowały :/.

Biovax Intensywnie regenerująca maseczka naturalne oleje: argan, makadamia, kokos

Co nam obiecuje producent?
BiovaxŸ Naturalne Oleje Argan Makadamia Kokos to swoista BioOdnowa dla włosów, dzięki którym przejdą one efektowną przemianę. Kompozycja starannie dobranych szlachetnych olejów zapewnia kompleksową rewitalizację i odmłodzenie włosów na całej ich długości.
Kuracja uwalnia naturalne piękno i energię Twoich włosów, przywracając im zmysłowy wygląd oraz utrzymując je w doskonałej formie. Bogata maseczka o aksamitnej konsystencji kryje w sobie całe dobrodziejstwo drogocennych olejów, które przeniknie do włosa w trakcie zabiegu.
Receptura maseczki BiovaxŸ zawiera w swoim składzie 3 naturalne oleje obfitujące w cenne substancje odżywcze gruntownie rewitalizujące zarówno włosy, jak i skórę głowy bez efektu obciążenia:
Olej arganowy (Maroko), dzięki wyjątkowo wysokiej zawartości witaminy E (min. 550mg/l), chroni włosy przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników oraz promieniowaniem UV. Hamuje procesy starzenia. Dodaje włosom blasku, sprężystości, pięknie je wygładza. Olej arganowy w maseczce BiovaxŸ jest produktem w 100% organicznym, tłoczonym na zimno, niemodyfikowanym chemiczne. Posiada certyfikat Ecocert.
Olej makadamia (Hawaje) stanowi bogate źródło rzadko występującego w przyrodzie kwasu palmitooleinowego C16:1, harmonijnie funkcjonującego z naturalnymi lipidami skóry. Doskonale odżywia skórę głowy, warunkując prawidłowy wzrost zdrowych włosów.
Olej kokosowy (Indie) wnika do głębokich warstw włókna włosa, gdzie aktywnie hamuje utratę jego składników budulcowych. Wzmacnia strukturę włosów, zapobiegając ich łamliwości. Zapewnia silny i długotrwały efekt nawilżenia.
Efekt na włosach:

  • włosy pełne blasku, życia i energii,
  • równomierne nawilżenie, wygładzona powierzchnia włosów,
  • promienne, lśniące zdrowym blaskiem włosy,
  • niezwykła elastyczność i sprężystość,
  • zabezpieczona przed promieniowaniem UV struktura włókien.

Skład

Moja opinia
Na początku w ogóle zastanawiałam się, czy kupować saszetki tej maski, bo byłam pewna, że będzie mnie obciążać. Ku zdziwieniu, spisała się ona najlepiej ze wszystkich! Zapach ma piękny, nawet utrzymuje się na włosach. Włosy są gładkie, miłe w dotyku, ujarzmione. O blasku trudno mi powiedzieć, bo używałam jej dwa razy. Ale byłam pewna, że nie będzie mi służyć ze względu na zawarty w niej kokos, a tutaj taka niespodzianka!

Chciałabym jeszcze spróbować maseczkę do blond włosów i być może do farbowanych i wtedy zdecyduję, którą wersję pełnowymiarową kupię :). Ale to chyba dopiero po tym, jak zużyję maskę z Eveline :).

Macie swoją ulubioną maskę z Biovax? Moja to póki co ta z olejami :)


Charlotte

P.S. Jak dobrze pójdzie, to w sobotę zaczynam pracę już tak naprawdę :) Będę stała sama na kiosku :D Trzymajcie kciuki!

"Krąg" Sara B. Elfgren

Cześć!

Dawno nie czytałam jakiejś książki :). Okazja się nadarzyła, kiedy zauważyłam, że mam dużo punktów Payback. Postanowiłam je wykorzystać i zakupiłam książkę autorstwa Sary B. Elfgren pt. "Krąg". Dopłaciłam wtedy chyba tylko 3,50zł za wysyłkę :). Czy książka mi się podobała? Zapraszam do lektury :).

Tytuł: Krąg
Autor: Sara B. Elfgren
Data premiery: 16.10.2012
Ilość stron: 576
Fabuła: małe, otoczone gęstymi lasami miasteczko Engelforts. Sześć dziewcząt właśnie rozpoczęło naukę w liceum. Nic ich ze sobą nie łączy, każda z nich jest inna. Na początku semestru w szkolnej toalecie znalezione zostaje ciało martwego ucznia. Wszyscy podejrzewają samobójstwo, wszyscy z wyjątkiem tych, którzy znają prawdę... Pewnej nocy, gdy na niebie pojawia się czerwony księżyc, dziewczyny spotykają się w parku. Nie wiedzą jak, ani dlaczego się tu znalazły. Odkrywają, że drzemią w nich tajemne moce, a ich życiu zagraża niebezpieczeństwo... Aby przeżyć, muszą działać wspólnie, tworząc magiczny krąg. Od tej chwili szkoła staje się dla nich sprawą życia i śmierci…
empik.com

Moja opinia
Pamiętam, że miałam kilka książek do wyboru. Dawno nie czytałam i czułam niedosyt, dlatego zdecydowałam się na to, bo z wybranych przeze mnie propozycji, miała najwięcej stron :D.
Jeśli chodzi o sam pomysł to jest on w miarę ciekawy. Mamy generalnie 6 bohaterek, które dowiadują się nagle, że są Wybrańcami, a dokładniej Czarownicami :). Każda z nich ma przypisany swój żywioł, ale nie wszystkie wiedzą, jakie mają moce. Dziewczyny dowiadują się, że szkoła to miejsce zła - gdzie zginęła najpierw jedna osoba (przyjaciel jeden z dziewczyn), a potem druga - sama czarownica. Nie chcę tutaj zagłębiać się za bardzo w fabułę, bo uważam, że każde wydarzenie, które bym opisała, zdradziłoby zbyt wiele :).
Sam styl pisania jakoś nie zachwyca. Jest bardzo, bardzo dużo wydarzeń. Można odebrać to tak, jakby były pisane ciurkiem. Moim zdaniem autorka słabo oddała uczucia, czy emocje, jakie towarzyszyły bohaterkom, ale pomimo tego naprawdę ciężko jest oderwać się od tej lektury. Czytałam ją z przyjemnością. Z tego co wiem, to jest to saga. Na pewno z chęcią sięgnę po kolejną część :)

Charlotte

Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy

Cześć!

O odżywce Jantar pewnie wszyscy już słyszeli. W końcu postanowiłam i ja ją wypróbować. Na początku byłam zadowolona, ale po miesiącu mam mieszane zdanie. Jesteście ciekawi dlaczego?

Zapraszam do lektury!

Co nam mówi producent?
Receptura odżywki uwzględnia najistotniejsze potrzeby włosów cienkich, słabych, delikatnych i z tendencją do przetłuszczania. Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost włosów: Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A, E, F i d'pantenol.
Działanie: odżywka Jantar hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost i odżywianie. Zawarte w niej składniki są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesów fizjologicznych skóry, jej odżywiania i regeneracji.
Efekt: systematycznie stosowana poprawia metabolizm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka wzmacnia strukturę włosów i chroni je przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca.
Sposób użycia: wcierać codziennie w skórę głowy przez 3 tygodnie, po kilku dniach przerwy wznowić kurację. Nie spłukiwać.

Skład
Cena
8,79zł na Allegro; w sklepach około 13-15zł.

Moja opinia
Powiem Wam szczerze, że odżywka stała się moim hitem! Ale po jakimś miesiącu zaczęłam mieć mieszane zdanie. Ale po kolei.
Odżywka znajduje się w szklanej buteleczce z dość niewygodnym aplikatorem. Jednak i z tym można sobie jakoś poradzić :).
Sam zapach dla mnie jest mega! Podobny jest do męskich perfum, ale nie ma co się martwić, bowiem zapach znika po jakimś czasie.
Dzięki odżywce pojawiło się mnóstwo baby hair z czego jestem bardzo zadowolona! Odżywkę aplikowałam na noc przed myciem, a potem po umyciu. Czyli praktycznie codziennie jej używałam. Przyczyniła się też do tego, że dzień po umyciu, moje włosy dalej dobrze wyglądały, czyli zahamowała odrobinę przetłuszczanie się.
 Stosowałam głównie na skalp, dlatego też nie mogę stwierdzić, czy działa na grubość włosów.
Dla mnie jest dość wydajna. Używam ją już jakoś miesiąc i dalej została mi jeszcze 1/4 buteleczki.
Muszę przyznać, że Jantar przyczynił się do tego, że zaczęło mi mniej włosów wypadać. Byłam szczęśliwa, ale po nie całym miesiącu mam wrażenie, że wypadanie wróciło do takiej częstotliwości jak wcześniej.
Nie wiem, czy to może dlatego, że po 3 tygodniach nie zrobiłam przerwy. Miałyście podobny problem? Bo trochę mnie to zaniepokoiło.

Generalnie oceniam ją na 5. Z chęcią będę do niej wracać, ale wciąż zastanawia mnie fakt, czy brak przerwy jest przyczyną powrotu wypadania włosów. Jak skończę tą butelkę to chyba zamierzam wrócić do kozieradki, którą nakładałabym na noc, a Jantar po umyciu.

Miałyście ją? Jak ją oceniacie?

Charlotte

Denko 08 - styczeń 2014

Cześć! :)

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym, ósmym już denkiem.

1. Dezodorant Rexona - bardzo ładnie pachniał.
2. Mini wersja lakieru do włosów Syoss.
3. Płyn micelarny Marion - recenzja TUTAJ.
4. Biedronkowy płyn micelarny.
5. Zmywacz do paznokci Avon - nie polecam, cała łazienka śmierdziała po nim.
6. Krem do depilacji Vanity - mój ulubiony :).
7. Próbka maski do włosów L'oreal Lumino Contrast - ładnie pachniała.
8. Próbka kremu Iwostin Rosacinm, krem na noc zmniejszający rumian w trądziku.
9. Tusz do rzęs Miss Sporty Studio Lash 3D Volumythic - ulubiony :). Recenzja TUTAJ.

Skromnie, ale staram się zużywać :).

Jak tam Wasze denka?:)

Charlotte

Kolejny duet - Lovely Snow Dust i Lovely Classic Nail Polish

Cześć!

Tak bardzo pokochałam limitkę Lovely Snow Dust nr 3, iż postanowiłam ją połączyć z Lovely Classic Nail Polish nr 155 - czyli po prostu z różem :)

Efekt baaaardzo mi się podobał :). Ubolewałam tylko nad tym, iż srebro nie wytrzymało długo na pazurkach. Możliwe, że za jakiś czas znowu do tego duetu wrócę :)

Sam róż jest śliczny i długo utrzymuje się na pazurkach, ale o nim napiszę kiedyś w innym poście :)

Początkowo też w takim połączeniu miały wyglądać moje pazurki na Sylwestra, ale stwierdziłam, że lepiej zostać przy jednym kolorku :).

Podoba się Wam takie połączenie?:) Tym czasem lecę nadrabiać zaległości na Waszych blogach!:)

Charlotte