Shinybox - grudzień 2017

26 gru 2017


Witajcie po dłuższej przerwie!
Jak mijają Wam święta? Brzuchy napełnione? Zadowoleni z prezentów? U mnie ostatnio coś słabo z czytaniem książek, więc postanowiłam napisać o najnowszym pudełku Shinybox.

Jest to moje drugie pudełko i śmiało mogę przyznać, że jest o wiele lepsze niż listopadowe. Co prawda tematem przewodnim niby są święta, ale po zawartości wcale tego nie widać. A co znalazło się w moim pudełku?

Kueshi peeling do ciała bananowy - 61 zł, produkt pełnowymiarowy; peeling usuwa martwe komórki skóry i stymuluje proces odnowy komórkowej. Chroni naturalną strukturę skóry. Dzięki swej formule wzbogaconej naturalnymi ekstraktami pozostawia skórę gładką i miękką.

Barnängen żel pod prysznic - 24,99 zł, produkt pełnowymiarowy; lekka niczym chmurka piana pielęgnującego żelu pod prysznic delikatnie i skutecznie czyści normalną i suchą skórę oraz delikatnie ją pielęgnuje. Pomaga utrzymać jej naturalne nawilżenie i sprawia, że staje się ona aksamitnie gładka.

Barnängen balsam do ciała nawilżający - 34,99 zł, produkt pełnowymiarowy; zainspiruj się szwedzką naturą i tradycjami. Założona w 1868 roku marka Barnängen znana jest ze swojego kultowego mydła w kostce. Jego receptura stała się inspiracją do stworzenia formuły Cold Cream, aby zapewnić Twojej skórze ochronę, dzięki której poczujesz się po prostu dobrze. Odkryj balsam do ciała, który łagodzi wrażliwą skórę dla długotrwałej aksamitnej miękkości.

Efektima peeling + maska do dłoni - 2,56 zł, produkt pełnowymiarowy; skuteczny i błyskawiczny peeling do rąk. Doskonale złuszcza obumarłe warstwy rogowe naskórka oraz poprawia mikro krążenie krwi. Innowacyjny preparat stworzony na bazie wyciągu z aceroli - najbogatszego naturalnego źródła witaminy C. Rozjaśnia przebarwienia oraz sprawia, że nawet bardzo przesuszone i zniszczone dłonie stają się miękkie i aksamitnie gładkie.

Foods by Ann - 3,89 zł, produkt pełnowymiarowy; idealne dla tych, którzy żyją aktywnie i potrzebują szybkiego, a jednocześnie zdrowego i pysznego źródła energii. Odpowiednio dobrane składniki nie tylko zaspokoją głód i pobudzą do działania, ale także pozytywnie wpłyną na funkcjonowanie całego organizmu.

The Secret Soap Store - 19,99 zł, produkt pełnowymiarowy; idealny na zimę, torebkowy krem z masłem shea o zapachu pomarańczy do skóry suchej i podrażnionej. Łatwo przenika w szorstki naskórek, odżywiając go.

Dermacos Anti-spot krem ochronny do twarzy na dzień zapobiegający powstawaniu przebarwień 15 SPF - 19,50 zł, produkt pełnowymiarowy; misja Instytutu Dermokosmetyków Ideepharm koncentruje się wokół wartości "idea zdrowej pielęgnacji". Firma korzysta z laboratorium badawczo-rozwojowego, które prowadzi badania, monitoruje trendy rynkowe, poszukuje innowacji w kosmetykach.Wszystko po to, aby produkowane dermokosmetyki mogły sprostać największym normom jakościowym i przede wszystkim wymaganiom klientów.

Oprócz tego znalazłam też próbkę kremu do rąk Orphica Touch, który świetnie pachnie, ale daje krótkotrwałe uczucie nawilżenia na moich dłoniach (a cierpią one niestety na kontaktowe zapalenie skóry). Jeśli chodzi o balsam Barnängen, to ma on specyficzny, morski zapach, który dość długo utrzymuje się na skórze. Żel pod prysznic jest w porządku, nie wysusza skóry. Reszta czeka w kolejce na testowanie.

Podsumowując - to pudełko podoba mi się o wiele bardziej niż listopadowe. A jak się podobają Wasze? Czy może nie korzystacie z Shinybox?


Czytaj dalej »

Tłumaczenie filmów i seriali

13 gru 2017

www.unsplash.com

Ostatnio pomyślałam, że ciekawy mógłby być wpis, w którym przybliżam Wam proces tłumaczenia seriali i filmów. Podejrzewam, że większość osób myśli, że wystarczy znać język obcy, polski, zasady pisowni i tyle. A w rzeczywistości cały proces składa się z kilku czynności. Dlatego też postanowiłam, że dzisiaj o tym opowiem. Najpierw przedstawię kilka ważnych zasad, a potem wyjaśnię jak wygląda sam proces powstawania napisów od początku do końca.

ZNAJOMOŚĆ JĘZYKA OBCEGO, JĘZYKA OJCZYSTEGO I ZASAD PISOWNI
Jest to oczywiste. Nie ma co się zabierać za tłumaczenie, jeśli nie znamy dobrze języka obcego. Jaki jest sens tłumaczenia, jeśli spędzamy pół godziny przy pięciu linijkach tekstu, ponieważ nie znamy słówek? Jasne, mi do tej pory zdarzają się pojedyncze, których nie rozumiem i sprawdzam. Ale jeśli nie znamy języka, z którego tłumaczymy, to nie ma co się do tego zabierać.

Ważna jest również znajomość języka ojczystego, w moim przypadku polskiego. Nie ukrywam, że przy znajomości kilku języków, mój polski się pogorszył, dlatego też ważna jest potem korekta, by ktoś mógł wyłapać nasze błędy. Staramy się od razu stawiać w odpowiednie miejsca znaki interpunkcyjne, poprawnie budujemy zdania. Co prawda, potem osoba zajmująca się korektą nas poprawi, ale miło będzie zmniejszyć jej robotę.

Wszelkie onomatopeje, typu aaah, awww, whoa - usuwamy. Wystarczy, że je słyszymy, nie potrzebujemy ich zapisywać. Ogólnie teksty piosenek (zwłaszcza angielskich) również są usuwane z napisów. Rzadko kiedy zdarza się, że są tłumaczone - chyba, że mają duże znaczenie.

NAJPIERW OGLĄDAMY, POTEM TŁUMACZYMY
Przede wszystkim nigdy nie tłumaczymy tekstu przed obejrzeniem filmu. Musimy przecież wiedzieć, czy dana wypowiedź jest mężczyzny, czy kobiety (stąd też często pojawiają się błędy typu "widziałem" zamiast "widziałam". EWENTUALNIE można tłumaczyć i oglądać, ale nie polecam tego, bo większe jest prawdopodobieństwo, że sto linijek dalej się okaże, iż wcześniej chodziło o coś innego :)

WAŻNY JEST KONTEKST
Powiązane jest to z tym, co pisałam wyżej. Musimy znać kontekst, by tłumaczyć. Ważne to jest akurat przy tłumaczeniu z języków azjatyckich. Bez znajomości kontekstu, dana linijka tekstu może oznaczać wszystko.

NIE TŁUMACZYMY DOSŁOWNIE
Powinno to być oczywiste. Tłumaczenie ubieramy w polskie słowa tak, by było zrozumiałe nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla odbiorców. Pomijamy powtórzenia, które np. w języku angielskim są bardzo częstym zjawiskiem.

SYNCHRONIZACJA NAPISÓW
Maksymalna ilość znaków w linijce to 41. Pamiętamy, żeby krótkie pojedyncze wypowiedzi scalać w dialog (przy dwóch osobach, przy wypowiedzi jednej również). Trzeba dokładnie zaznaczyć, kiedy powinna wyświetlić się linijka danego tekstu, a kiedy skończyć. Należy przy tym również uwzględnić czas wypowiedzi. Nie może być za krótki. Musi być optymalny - tak, by odbiorca mógł zdążyć przeczytać. Kolejnym częstym błędem jest właśnie brak poprawnej synchronizacji - napisy albo wyświetlają się za wcześnie, albo za późno. Totalnie nie pasują do obrazu.

Zielony kolor pokazuje, że czas wypowiedzi w porównaniu do tekstu jest odpowiedni.Niebieski - zbyt długi. Czerwony - mega za krótko. Żółto - też jeszcze krótko.


JAK WYGLĄDA PROCES TŁUMACZENIA?
Kiedy ściągniemy napisy i obejrzymy odcinek, zabieramy się za tłumaczenie. Następnie poprawiamy synchronizację napisów. Ja wtedy od razu poprawiam również błędy, albo zmieniam zdania, by lepiej brzmiały. Po synchronizacji wrzucam jeszcze tekst w worda, by wyłapał błędy, a korektor miał mniej roboty. Jeśli uznam, że już jest w porządku, to odsyłam do osoby zajmującej się korektą, która po swojej robocie odsyła mi gotowe napisy. Nie pozostaje nic innego jak dodanie ich na serwisie, by inni mogli się cieszyć z twojej pracy :)

Ja sama głównie tłumaczę kino azjatyckie, a obecnie japońską dramę Basuke mo Koi mo shiteitai. Wcześniej przetłumaczyłam serial Agent X i kilka odcinków pierwszego sezonu Queen of the South :)

Jak widzicie, nie wystarczy tylko przetłumaczyć tekst. Musimy pamiętać o synchronizacji, korekcie, a przede wszystkim o zasadach, które obowiązują przy tej pracy.

Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało odpowiem :)

Czytaj dalej »

Z popiołów - Martyna Senator

7 gru 2017


Tytuł: Z popiołów
Autorka: Martyna Senator
Ilość stron: 331

Czasami człowiek bardzo długo podnosi się po upadku, bo wmawia sobie, że już dawno to zrobił. Ale tak naprawdę nadal leży na ziemi i dziwi się, dlaczego ból nie mija.

Jak wiecie nie przepadam za twórczością polskich autorów, dlatego też niechętnie po nie sięgam. Jednak jest to drugi przypadek, kiedy jestem mile zaskoczona a sama lektura bardzo mi się podobała.
Zawsze zwracam uwagę na okładkę, która tutaj przykuła moją uwagę. Sama historia również nie jest skomplikowana. Główną bohaterką jest Sara, która studiuje w Krakowie. Ma swój schemat, jeśli chodzi o dzień, czy życie. Określiła sobie pewne granice, których nie przekracza. Mieszka z Kaśką, która jest też jej jedyną przyjaciółką. Niedaleko mieszka jej babcia, a z rodzicami ma ograniczony kontakt (nawet się nie dziwię, że nie chce z nimi go utrzymywać).

Nie ma ludzi idealnych. Każdy ma jakieś skazy, większe i mniejsze, ale żadna z nich nie zmieni tego, co do ciebie czuję.

Wszystko zaczyna się od tego, jak pewnego wieczoru wraca z biblioteki do domu. Po drodze napotyka sześciu dresiarzy, którzy chcą ją okraść. Z pomocą idzie jej Michał - student, barman, który właśnie wychodził wyrzucić śmieci. Sprzedaje chłopakom bajeczkę i na szczęście zostawiają Sarę w spokoju. Michał zabiera ją do baru, a potem proponuje, że ją odprowadzi, ale ta oczywiście się nie zgadza. Poznaje innych pracowników baru i pierwszy raz przekracza swoją granicę, bowiem postanawia pomóc właścicielce i proponuje, że to ona zagra koncert następnego wieczoru (poprzedni muzyk został przekupiony przez konkurencję). Dowiadujemy się przy tym, że Sara gra na gitarze, pisze też własne piosenki. I wszystko się zaczyna...

W życiu nie chodzi o to, aby nigdy nie błądzić, tylko żeby zawsze umieć odnaleźć właściwą drogę.

Widzimy jak główna bohaterka się zmienia. Mniej więcej przez 3/4 książki nie wiemy, co takiego się jej przydarzyło, że się tak zachowuje, że nie chce się umawiać z facetami. Możemy coś podejrzewać, a w pewnej chwili pewnie się nawet domyślamy (mam tutaj na myśli moment, kiedy go o coś prosi :)) Coraz bardziej przekracza swoje granice i jej się to podoba. Nawet jeśli przeżywa chwile załamania, to Michał nie odpuszcza. Muszę przyznać, że bardzo go polubiłam. Jest prostym, prawdziwym chłopakiem, który też przeżył zawód miłosny, ale się pozbierał. Jest zaintrygowany Sarą i nie pozwala jej odejść ot tak. Walczy o nią i o nich. Nie odwraca się też, kiedy dowiaduje się prawdy na temat jej życia.

Ale w życiu nie ma miejsca na poprawki. To nie brudnopis, w którym można eksperymentować bez żadnych konsekwencji. Każde zdarzenie, rysunek, a nawet kleks zajmuje odpowiednie miejsce w sercu człowieka i nie da się go zasłonić czymś innym.

Smutne jest to, jacy okazali się być rodzice Sary i to jak się odnieśli do jej tragedii. Przykre jest to, że nie miała z ich strony wsparcia. Miło jednak się czyta, że jej matka się opamiętała i postanowiła co nie co zmienić, ale nie chcę za dużo zdradzać.

Przebaczając, uzdrowisz swoje serce.

Ogólnie polecam książkę i to bardzo! Autorka naprawdę mnie miło zaskoczyła i czekam na kolejne jej dzieła :)


P.S. Jeszcze będzie pięknie. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie.
Jan Paweł II.
Czytaj dalej »

Consolation Duet Tom 2. Conviction - Michales Corinne

1 gru 2017

Seria: Consolation Duet
Tytuł: Conviction
Autorka: Michaels Corinne
Ilość stron: 358

Odcina się od wszystkiego, próbując zagłuszyć ból. Co wcale nie znaczy, że on znika. Można myśleć, że tak. Można mieć jedynie nadzieję na zamaskowanie go pozorami, że wszystko jest w porządku. Jednak ból ma to gdzieś. Wnika głęboko przez otwarte rany, przesącza się do wnętrza duszy i zżera od środka, jeśli mu na to pozwolisz.

To jeden z dwóch cytatów z książki, które zapadły mi w pamięć. Pierwszy tom kończy się w zaskakującym momencie i aż ma się ochotę udusić za to autorkę. Jak mogła to zrobić?! Dobrze, że odwlekałam kończenie pierwszej części. Czekanie na drugą nie było tak męczące. A okazało się jeszcze, że będę ją miała przed premierą.
W pierwszym tomie Corinne sprawia, że nasze serce rozpada się na milion kawałków. Czy w drugim tomie udaje jej się je złożyć na nowo?
Tak - choć niektórzy pewnie powiedzą, że po części, bo dotyka ich kolejna tragedia, ale po kolei. Przybliżone zostaje małżeństwo Natalie i Aarona oraz jego problemy. Okazuje się, że Natalie nie dostrzegała, a raczej nie chciała dostrzegać problemów, jakie były między nimi. Ich małżeństwo nie było idealne i uważam, że każde z nich tutaj było winne. Natalie nie mogła zajść w ciążę, co było też uwarunkowane przez chorobę. Nie potrafiła poradzić sobie z tą sytuacją. Za bardzo się na niej skupiała, obciążając tym samym Aaron'a, który z kolei uważał się przez to za beznadziejnego męża, ponieważ nie mógł dać jej tego, czego pragnęła i co powinien mężczyzna dać kobiecie. Odtrącała go od siebie, skupiając się na zajściu w ciążę. A kiedy przeżywała najgorszy dzień w swoim życiu, on po prostu ją zostawił. I zrobił gorsze rzeczy.

Wybacz sobie, Lee. Wszyscy podejmujemy różne decyzje, z których część nie jest najlepsza, ale ostatecznie nikt z nas nie jest idealny.

Nie polubiłam Aaron'a. Dla mnie to zwyczajny dupek, który do końca nie widział nic złego w swoich czynach i próbował namówić Natalie do powrotu do siebie, mimo że ta kochała już innego. Jasne, był to dla niego cios, bo Liam był jego najlepszym przyjacielem (a przecież swoich żon nie tykamy). Trochę gubił się w wyjaśnieniach, ale na szczęście Lee nie dała się omotać. Jej miłość do Liam'a kwitła i zniosła jego wyjazd, mimo że był dla niej trudny. Niestety, tym razem Liam'a dotknęła tragedia, bowiem jego matka zachorowała. Ale oprócz tego dotknęło ich szczęście, ale nie zdradzę jakie.

Brakuje mi tylko wyjaśnienia wątku związanego z ich misjami. Wiemy jedynie, że ciągle coś nie grało, pojawiały się jakieś kłopoty. Wspominane jest o tym i zostaje to ucięte, jak tylko Liam wraca do domu. Nie wiemy, o co tak naprawdę chodzi.

Druga część bardzo mi się podobała (co widać po długości tekstu) i szczerze polecam historię tych bohaterów. Jak zwykle autorka pokazuje, że nawet jeśli nasze serce rozpadnie się na milion kawałków, to z czasem uda się je pozbierać i wyleczyć.

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia